Tomek jechał bardzo uważnie. Spędził kilka ostatnich dni za kierownicą, teraz zbliżał się do celu swojej podróży. Wypatrywał znaków i wskazówek, jakie pozostawił jego poprzednik. W pewnej chwili zobaczył człowieka na poboczu drogi. Stał i trzymał w ręku koszyk.
Tomek zatrzymał się przed mężczyzną i wysiadł.
– Podrzucić pana gdzieś? – zapytał.
– Jeżeli nie byłoby to dla pana problemem, to chętnie skorzystałbym. Chcę dostać się do Zalesia.
– Będę tamtędy przejeżdżał, więc zapraszam.
Kiedy obaj byli w samochodzie, Tomek zauważył, jak mężczyzna kładzie na kolanach koszyk pełen grzybów. Były tam prawdziwki, maślaki, kurki, a nawet podgrzybki.
– Piękne okazy pan zebrał – powiedział Tomek.
– Dziękuję. Chodziłem po lesie od świtu.
– A ja bardzo lubię grzyby. Szczególnie ze strogonowem.
Po półgodzinnej jeździe, dotarli do miasteczka. Kiedy mężczyzna wysiadał z samochodu, wyciągnął banknot stu złotowy. Chciał wręczyć go Tomkowi.
– Nawet mowy nie ma, abym wziął od pana te pieniądze. Ten spędzony czas w samochodzie, był dla mnie prawdziwą przyjemnością. Z nikim tak dawno dobrze mi się nie rozmawiało – rzekł Tomek.
– Dziękuję za ciepłe słowa. Ale koszyk grzybów dam panu w prezencie.
– Naprawdę?
– Tak. Bardzo proszę – rzekł i wręczył go Tomkowi.
– To bardzo miły gest z pana strony. Dziękuję!
– Mieszkam w tamtym białym domu na rogu – rzekł mężczyzna. – Zapraszam pana do mnie w odwiedziny – zaproponował.
– Dziękuję, dzisiaj mam pilną sprawę, ale może przyjadę w przyszłym tygodniu?
– Będzie mi bardzo miło, jak mnie pan odwiedzi.
– Mam na imię Tomek.
– A ja jestem Jurek.
Panowie podali sobie ręce i umówili się na spotkanie.
Autor: Sokolik