Tomek jechał bardzo uważnie. Spędził kilka ostatnich dni za kierownicą, teraz zbliżał się do celu swojej podróży. Wypatrywał znaków i wskazówek, jakie pozostawił jego poprzednik. W pewnej chwili zobaczył jego samego.
Bartek stał na poboczu drogi i machał rękami. Zdziwiony Tomek podjechał i otworzył drzwi. Bartek wsiadł do samochodu i powiedział:
– Zawracaj, po drodze wszystko ci opowiem.
– Jeszcze nie dojechaliśmy do celu – zaprotestował Tomek.
– Cel już nie jest aktualny. Teraz musimy udawać, że nigdy się nim nie interesowaliśmy. Skręć w tę boczną drogę, do wsi, będziemy udawać, że szukamy kuzynów naszej zmarłej babci.
Tomek wypełnił to polecenie i po chwili zdziwiony w lusterku wstecznym zobaczył, że drogą, którą przed chwila jechali, jedzie kolumna opancerzonych pojazdów.
– Bartek, gdybyś mnie nie zawrócił, to…
– To wjechałbyś prosto w nich, a oni zainteresowaliby się, co robisz na ich terenie…
– Ale…
– Masz rację, to nie był ich teren, kiedy zainteresowaliśmy się sprawą. Teraz ogrodzili kilkanaście hektarów, a w samym środku….
Milczeli chwilę. Tomek zapytał:
– Po co mamy szukać kuzynów?
– Dla niepoznaki. Ci z tych opancerzonych pojazdów na pewno sprawdzą, co tu robiliśmy. Jeśli po prostu miniemy wieś, to pewnie skontaktują się z nami, żeby sprawdzić, co wiemy o ukrytym skarbie. A jeśli będziemy pytać o babuleńkę, a nawet zostaniemy tu parę dni, to dadzą nam spokój.
Przerwał i z niepokojem patrzył na szarobiałą twarz Tomka.
– Co ci jest?
– Nie musimy pytać – wyjąkał Tomek – babcia tu jest i macha do nas. A ja…. Byłem na jej pogrzebie!
Bartek popatrzył na Tomka ze współczuciem. Spojrzał na drogę i znieruchomiał. Babcia rzeczywiście na niej stała.
Tomek podjechał ostrożnie i stanął obok babci.
– Kochani wreszcie po mnie przyjechaliście! Jak domyśliliście się, że tu jestem?
– Przecież umarłaś.
– Nie umarłam, tylko musiałam uciekać. Tutaj znalazłam schronienie.
– A przynajmniej tak mi się wydawało – dodała, gdy zobaczyła sznur opancerzonych pojazdów jadących do wsi.
– Macie jaką bibułę? – rzeczowo zapytała babcia
– Że co? – wybąkał Radek
– Dokumenty, teksty, dyskietki, pendrive’y, twarde dyski…
– Czego ta bibuła ma dotyczyć?
– Geografii i historii tego regionu.
– Chyba nieee…..- wybąkał Tomek.
Tymczasem pierwszy pojazd opancerzony zrównał się z nimi. Wysiadł z niego żołnierz z mundurze i podszedł do ich samochodu.
– Pani Kowalska, widzę, że wnuki już po panią przyjechały.
– Tak, panie poruczniku.
– To proszę spakować swoje rzeczy i wyjechać.
– Tu się urodziłam panie poruczniku.
– Przykro mi, teraz tu będzie poligon.
Wojskowy popatrzył na Tomka i Bartka i uśmiechnięty powiedział:
– Macie szczęście, że przyjechaliście po babcię. Inaczej musielibyśmy wsadzić was za szpiegostwo… Pomóżcie jej zebrać rzeczy.
– Obydwaj – dodał surowo, gdy tylko Bartek wysiadł, a Tomek wygodnie rozsiadł się za kierownicą.
– Kluczyki niech zostaną w stacyjce – pouczył Tomka.
Babcia, Tomek i Bartek weszli do domu dziadków. Obaj poczuli zapach dzieciństwa i rozluźnili się. Babcia popatrzyła z troską i i ostrzegła:
– Nie jest bezpiecznie.
Po czym dodała – czy w bagażniku macie jakieś ważne rzeczy? Dokumenty? Komputery?
– Tak – odpowiedział Tomek – mam laptopa i różne takie…
– Jak wrócimy z moimi bagażami, to wyjmiesz je z bagażnika, pod pozorem zrobienia miejsca na moje rzeczy i położysz na siedzeniu pasażera. Wszystko, co niezbędne musi być poza bagażnikiem.
Zrobili, jak mówiła babcia. Wojskowy cierpliwie czekał, aż upakują wszystkie bagaże, potem gestem dłoni kazał im ruszać w drogę.
Jechali w milczeniu, tak jak kazała babcia. Gdy przejeżdżali przez gęsty las, powiedziała głośno, że potrzebuje postoju, żeby wyjść za potrzebą.
Gestykulując pokazała, żeby zabrali ze sobą ważne rzeczy. Poszli w głąb lasu i schowali je w jamie pod krzakiem. Kiedy wrócili do samochodu, zastali przy nim kilku opryszków.
– O babcia Zosia z wnukami – kpiąco powiedział jeden z nich. Coś długo się wam zeszło za potrzebą.
– Chcieliśmy sprawdzić przy okazji, czy już są grzyby – spokojnie odpowiedziała babcia i zwróciła się do wnuków słowami:
– Wsiadajcie, czas nam w drogę.
Oprychom powiedziała:
– Dziękuję za przypilnowanie samochodu. Do widzenia.
– Nigdzie nie pojedziecie – odparł główny oprych i wrzasnął na swoich ludzi – wsiadać szybko.
Władczym gestem wyciągnął dłoń do Tomka, a ten, nie wiedząc czemu, położył na niej kluczyki do samochodu.
Mężczyźni odepchnęli od samochodu babcię Zosię oraz jej wnuki i pojechali.
– Głupcy – szepnęła babcia, usiadła na poboczu i zaczęła płakać.
– Co się stało?
– Są w niebezpieczeństwie. Po wyjeździe z lasu chciałam uciec z tego samochodu i wrócić po nasze rzeczy.
– Babciu, to tu się dzieje? – spytał zdezorientowany Tomek.
– Coś groźnego – odpowiedział posępny Bartek.
– Chodźmy do lasu – zarządziła babcia.
Posłuchali jej. Kiedy byli już byli przy swoich rzeczach babcia kazała im położyć się na ziemi. Posłusznie położyli się, otworzyli usta i rękoma zakryli uszy, tak jak im kazała. Wkrótce potężny wybuch wstrząsnął lasem. Huk był ogromny, a ziemia się zatrzęsła.
– Co to było? – zapytał Bartek.
Babcia płacząc odpowiedziała:
– To chyba samochód Tomka. Wydaje mi się, że ten porucznik podłożył nam pluskwę, żeby nas lokalizować oraz bombę, którą teraz zdalnie zdetonował. Poczekali, aż samochód wyjedzie z lasu i go właśnie wysadzili.
– Wojsko? Nasze wojsko? – z niedowierzaniem zapytał Tomek.
– To nie jest nasze wojsko. Ci bandyci tylko tak wyglądają. Przebrali się w nasze mundury i udają wojskowych – chlipiała babcia.
Obydwaj patrzyli na nią w milczeniu. Byli zszokowani. Tomek pomyślał, że dziś już nic nie jest w stanie go zaskoczyć. Jednak już po chwili przekonał się, jak bardzo się mylił…
Autor: Ewa Damentka