Jest prawdą powszechnie znaną, że samotnemu a dojrzałemu mężczyźnie brakuje do szczęścia tylko piwa. Jakkolwiek za pojawieniem się takiego pana w towarzystwie niewiele wiadomo o jego poglądach czy samopoczuciu, to ta prawda jest tak oczywista dla okolicznych mężczyzn, że czują się zobowiązani do zaspokojenia jego pragnienia, kiedy tylko nadarzy się taka okazja.
– Droga żono – zwrócił się pewnego dnia Jan Kowalski do swojej małżonki Anny – słyszałaś, że nasza sąsiadka, pani Zofia Nowak, jutro wyjeżdża sama na miesięczny urlop?
Żona odpowiedziała, że jej nic nie wiadomo.
– Naprawdę – zapewniał mąż – Staszek Nowak wpadł przed chwilą i opowiedział mi wszystko.
Żona milczała.
– Kochanie, proszę, upiecz golonkę i ugotuj gar bigosu. Ja kupię zgrzewkę piwa. Trzeba będzie pocieszać biedaka w potrzebie.
Żona westchnęła głęboko i milczała uparcie.
Mąż kontynuował – kochanie teraz ja, wraz z innymi sąsiadami pomogę jemu. A potem oni będą mnie wspierać, kiedy ty wyjedziesz za miesiąc do sanatorium.
Żona, milcząc, pokiwała głową. Mąż uszczęśliwiony powiedział:
– Super, to ja wyskoczę po piwo.
Wyszedł z mieszkania, lekko pogwizdując.
Żona zadzwoniła do Nowakowej:
– Kochanie, miałaś rację. Mój stary wyskoczył teraz, żeby zrobić zapas piwa. Możesz przynieść już swoją golonkę i bigos. Będę im podgrzewać, w razie czego dorobię.
Nowakowa spokojnie odpowiedziała:
– Dziękuję Słoneczko, myślę, że jak nażłopią się browara, to przynajmniej spódniczki nie będą im w głowie. A jeśli będą, to żadna ich nie zachce, tak będą śmierdzieć piwem.
Anna Kowalska odpowiedziała z satysfakcją:
– No tak, przynajmniej będziemy pewne ich wierności. Ale i tak będę miała na wszystko oko.
– Jak ty wyjedziesz, to ja też będę ich pilnować.
– Miłego urlopu kochanie.
– Do zobaczenia Słoneczko, zaraz przyniosę ci ten bigos i golonkę – odpowiedziała Nowakowa.
Autor: Ewa Damentka