Tomek – 18

Tomek jechał bardzo uważnie. Spędził kilka ostatnich dni za kierownicą, teraz zbliżał się do celu swojej podróży. Wypatrywał znaków i wskazówek, jakie pozostawił jego poprzednik. W pewnej chwili zauważył kolejny znak. Zdziwił się trochę, bo tym znakiem było jego zdjęcie spoglądające na niego z olbrzymiego bilbordu. Pod zdjęciem był napis: „Szukaj, a znajdziesz. Ale czy rzeczywiście chcesz to znaleźć?”.

Tomek zjechał na pobocze, wysiadł z samochodu i podszedł do bilbordu. Obejrzał go ze wszystkich stron. Sądził, że znajdzie tak jakąś ukrytą wiadomość lub inną wskazówkę. Nic nie znalazł. wrócił więc do samochodu, usiadł za kierownicą i zamyślił się chwilę? Co miał znaczyć ten napis. Uznał, że zignoruje go i pojedzie dalej.

Jeszcze raz popatrzył na bilbord ze swoim portretem. Napis zmienił się. Teraz brzmiał. „Ostrożności nigdy za wiele”. Chwilę patrzył na napis, bo już nie wiedział, co o tym myśleć. Za chwilę napis zniknął i wyświetlił się nowy: „Ruszaj, już czas!”.

Autor: Ewa Damentka

Tomek – 12

Tomek jechał bardzo uważnie. Spędził kilka ostatnich dni za kierownicą, teraz zbliżał się do celu swojej podróży. Wypatrywał znaków i wskazówek, jakie pozostawił jego poprzednik. W pewnej chwili zauważył pierwszy z nich, następnie kolejny. Rozluźnił się i bez trudu dojechał do górskiego domku ukrytego w lasach. Trud podróży opłacił się. Widoki były wspaniałe, a domek przytulny. Nawet trudno go było nazwać domkiem. Starą bacówkę przeniesiono tu i dano jej nowe życie. Turystów nikt się nie spodziewał, ale duża rodzina i liczni przyjaciele mogli tu odpoczywać do woli. Byli dobrze zaopatrzeni, bo raz w tygodniu jedno z nich wybierało się do miasta po olbrzymie zakupy. Cieszyli się swoim towarzystwem, wspaniałymi widokami i świeżym powietrzem. Czego więcej trzeba do szczęścia? Po prostu raj na ziemi.

Autor: Ewa Damentka

Jest prawdą powszechnie znaną – 33

Jest prawdą powszechnie znaną, że samotnemu nauczycielowi dziwnie żyje się na świecie. Wiadomo, że nauczyciele potrzebują uczniów. A co robić, gdy ich nie ma?

Można spisywać swoje myśli na kartkach papieru. Niektórzy zapisują je na liściach, które rzucają na wiatr, mając nadzieję, że ktoś je oczyta. A jeszcze inni stają czasami na rynkach i ryneczkach miast i miasteczek i mówią, wykładając przypadkowym przechodniom swoje nauki. Czasami są spisywani przez policję, a czasami ktoś się zatrzymuje, żeby ich posłuchać.

Niekiedy zdarza się, że nauczyciel przestaje być samotny, bo uczniowie się znajdują i chętnie słuchają, co ma im do przekazania.

Autor: Ewa Damentka

Tomek – 8

Tomek jechał bardzo uważnie. Spędził kilka ostatnich dni za kierownicą, teraz zbliżał się do celu swojej podróży. Wypatrywał znaków i wskazówek, jakie pozostawił jego poprzednik. W pewnej chwili zobaczył jego samego.

Bartek stał na poboczu drogi i machał rękami. Zdziwiony Tomek podjechał i otworzył drzwi. Bartek wsiadł do samochodu i powiedział:

– Zawracaj, po drodze wszystko ci opowiem.

– Jeszcze nie dojechaliśmy do celu – zaprotestował Tomek.

– Cel już nie jest aktualny. Teraz musimy udawać, że nigdy się nim nie interesowaliśmy. Skręć w tę boczną drogę, do wsi, będziemy udawać, że szukamy kuzynów naszej zmarłej babci.

Tomek wypełnił to polecenie i po chwili zdziwiony w lusterku wstecznym zobaczył, że drogą, którą przed chwila jechali, jedzie kolumna opancerzonych pojazdów.

– Bartek, gdybyś mnie nie zawrócił, to…

– To wjechałbyś prosto w nich, a oni zainteresowaliby się, co robisz na ich terenie…

– Ale…

– Masz rację, to nie był ich teren, kiedy zainteresowaliśmy się sprawą. Teraz ogrodzili kilkanaście hektarów, a w samym środku….

Milczeli chwilę. Tomek zapytał:

– Po co mamy szukać kuzynów?

– Dla niepoznaki. Ci z tych opancerzonych pojazdów na pewno sprawdzą, co tu robiliśmy. Jeśli po prostu miniemy wieś, to pewnie skontaktują się z nami, żeby sprawdzić, co wiemy o ukrytym skarbie. A jeśli będziemy pytać o babuleńkę, a nawet zostaniemy tu parę dni, to dadzą nam spokój.

Przerwał i z niepokojem patrzył na szarobiałą twarz Tomka.

– Co ci jest?

– Nie musimy pytać – wyjąkał Tomek – babcia tu jest i macha do nas. A ja…. Byłem na jej pogrzebie!

Bartek popatrzył na Tomka ze współczuciem. Spojrzał na drogę i znieruchomiał. Babcia rzeczywiście na niej stała.

Tomek podjechał ostrożnie i stanął obok babci.

– Kochani wreszcie po mnie przyjechaliście! Jak domyśliliście się, że tu jestem?

– Przecież umarłaś.

– Nie umarłam, tylko musiałam uciekać. Tutaj znalazłam schronienie.

– A przynajmniej tak mi się wydawało – dodała, gdy zobaczyła sznur opancerzonych pojazdów jadących do wsi.

– Macie jaką bibułę? – rzeczowo zapytała babcia

– Że co? – wybąkał Radek

– Dokumenty, teksty, dyskietki, pendrive’y, twarde dyski…

– Czego ta bibuła ma dotyczyć?

– Geografii i historii tego regionu.

– Chyba nieee…..- wybąkał Tomek.

Tymczasem pierwszy pojazd opancerzony zrównał się z nimi. Wysiadł z niego żołnierz z mundurze i podszedł do ich samochodu.

– Pani Kowalska, widzę, że wnuki już po panią przyjechały.

– Tak, panie poruczniku.

– To proszę spakować swoje rzeczy i wyjechać.

– Tu się urodziłam panie poruczniku.

– Przykro mi, teraz tu będzie poligon.

Wojskowy popatrzył na Tomka i Bartka i uśmiechnięty powiedział:

– Macie szczęście, że przyjechaliście po babcię. Inaczej musielibyśmy wsadzić was za szpiegostwo… Pomóżcie jej zebrać rzeczy.

– Obydwaj – dodał surowo, gdy tylko Bartek wysiadł, a Tomek wygodnie rozsiadł się za kierownicą.

– Kluczyki niech zostaną w stacyjce – pouczył Tomka.

Babcia, Tomek i Bartek weszli do domu dziadków. Obaj poczuli zapach dzieciństwa i rozluźnili się. Babcia popatrzyła z troską i i ostrzegła:

– Nie jest bezpiecznie.

Po czym dodała – czy w bagażniku macie jakieś ważne rzeczy? Dokumenty? Komputery?

– Tak – odpowiedział Tomek – mam laptopa i różne takie…

– Jak wrócimy z moimi bagażami, to wyjmiesz je z bagażnika, pod pozorem zrobienia miejsca na moje rzeczy i położysz na siedzeniu pasażera. Wszystko, co niezbędne musi być poza bagażnikiem.

Zrobili, jak mówiła babcia. Wojskowy cierpliwie czekał, aż upakują wszystkie bagaże, potem gestem dłoni kazał im ruszać w drogę.

Jechali w milczeniu, tak jak kazała babcia. Gdy przejeżdżali przez gęsty las, powiedziała głośno, że potrzebuje postoju, żeby wyjść za potrzebą.

Gestykulując pokazała, żeby zabrali ze sobą ważne rzeczy. Poszli w głąb lasu i schowali je w jamie pod krzakiem. Kiedy wrócili do samochodu, zastali przy nim kilku opryszków.

– O babcia Zosia z wnukami – kpiąco powiedział jeden z nich. Coś długo się wam zeszło za potrzebą.

– Chcieliśmy sprawdzić przy okazji, czy już są grzyby – spokojnie odpowiedziała babcia i zwróciła się do wnuków słowami:

– Wsiadajcie, czas nam w drogę.

Oprychom powiedziała:

– Dziękuję za przypilnowanie samochodu. Do widzenia.

– Nigdzie nie pojedziecie – odparł główny oprych i wrzasnął na swoich ludzi – wsiadać szybko.

Władczym gestem wyciągnął dłoń do Tomka, a ten, nie wiedząc czemu, położył na niej kluczyki do samochodu.

Mężczyźni odepchnęli od samochodu babcię Zosię oraz jej wnuki i pojechali.

– Głupcy – szepnęła babcia, usiadła na poboczu i zaczęła płakać.

– Co się stało?

– Są w niebezpieczeństwie. Po wyjeździe z lasu chciałam uciec z tego samochodu i wrócić po nasze rzeczy.

– Babciu, to tu się dzieje? – spytał zdezorientowany Tomek.

– Coś groźnego – odpowiedział posępny Bartek.

– Chodźmy do lasu – zarządziła babcia.

Posłuchali jej. Kiedy byli już byli przy swoich rzeczach babcia kazała im położyć się na ziemi. Posłusznie położyli się, otworzyli usta i rękoma zakryli uszy, tak jak im kazała. Wkrótce potężny wybuch wstrząsnął lasem. Huk był ogromny, a ziemia się zatrzęsła.

– Co to było? – zapytał Bartek.

Babcia płacząc odpowiedziała:

– To chyba samochód Tomka. Wydaje mi się, że ten porucznik podłożył nam pluskwę, żeby nas lokalizować oraz bombę, którą teraz zdalnie zdetonował. Poczekali, aż samochód wyjedzie z lasu i go właśnie wysadzili.

– Wojsko? Nasze wojsko? – z niedowierzaniem zapytał Tomek.

– To nie jest nasze wojsko. Ci bandyci tylko tak wyglądają. Przebrali się w nasze mundury i udają wojskowych – chlipiała babcia.

Obydwaj patrzyli na nią w milczeniu. Byli zszokowani. Tomek pomyślał, że dziś już nic nie jest w stanie go zaskoczyć. Jednak już po chwili przekonał się, jak bardzo się mylił…

Autor: Ewa Damentka

Tomek – 3

Tomek jechał bardzo uważnie. Spędził kilka ostatnich dni za kierownicą, teraz zbliżał się do celu swojej podróży. Wypatrywał znaków i wskazówek, jakie pozostawił jego poprzednik. W pewnej chwili przystanął na poboczu. Wysiadł z samochodu i podszedł do zziębniętej postaci siedzącej przy drodze. Przyglądał się z niedowierzaniem człowiekowi, który wyglądał jak on sam. Nie co dzień spotyka się własnego sobowtóra i w dodatku mocno wychłodzonego.

Tomek dotknął jego ramienia i zapytał:
– Kim jesteś?

– Tobą… nie zwariowałem… możesz mnie ogrzać? Mam namiot, paliwo mi się skończyło, gdy czekałem na ciebie.

Sobowtór gestem dłoni pokazał maleńką polankę z rozbitym namiotem. Tomek rozpoznał swój własny namiot, własny śpiwór, własny sprzęt…. Z niedowierzaniem popatrzył na drugiego ja, który zaczął omdlewać. Złapał go za ramię i pociągnął do samochodu. Ułożył go na tylnym siedzeniu i włączył ogrzewanie. Przez pół godziny myślał, że zmarznięty człowiek nie przeżyje, jednak ten wkrótce zaróżowił się, zaczął wyraźnie oddychać i…. zasnął.

W tym czasie Tomek poszedł na polankę, żeby zebrać pozostawione tam rzeczy. Przeniósł je w pobliże samochodu. Gdy zaczął je wkładać do bagażnika, przedmioty zaczęły się rozwiewać, jeden po drugim….

Z niedowierzaniem i przerażeniem popatrzył na drugiego ja. „Obudź się, nie odchodź” muszę wiedzieć, co się dzieje” – pomyślał przerażony Tomek. Nie chciał tego mówić na głos, bo nawet jemu te słowa wydały się dziwaczne, Śpiący chyba je jednak usłyszał. Uśmiechnął się i rozluźnił. Otworzył oczy.

– Uratowałeś mnie…- szepnął i zaczął się rozwiewać.

Zanim zupełnie zniknął zdążył powiedzieć:

– Wszystko wyjaśnię, zrozumiesz, kiedyś zrozumiesz…

Tomek długo siedział za kierownicą własnego samochodu i nie wiedział, co robić. Zostać, rozbić namiot, ruszyć dalej, a może zawrócić?

Po godzinie, może dwóch włączył odruchowo radio. Przed dalszą podróżą zwykł słuchać lokalnych wiadomości radiowych. Ze zdziwieniem wysłuchał, że w ostatnich godzinach na drogę, którą miał jechać, zeszła błotna lawina. Zmiotła domy, stację benzynową i kilka samochodów. Służby dotąd szukają zaginionych kierowców…

Zdezorientowany i zszokowany zrezygnował z dalszej podróży. Przestała być istotna. Nawet nie wiadomo, czy przeżył człowiek, którego chciał odnaleźć. Czy w ogóle był na tym terenie? Gdzie i jak go szukać? A może już nie powinien tego robić?

Prowadził bardzo uważnie, mimo tych myśli, które chodziły po jego głowie. A może mobilizował się, bo nie chciał oddać im władzy nad sobą. Dotąd tego nie wie.

Za to teraz, po latach, opowiada wnukom o tym, jak to kiedyś sam sobie uratował życie, choć do dziś nie wie, jak to zrobił. Ale kiedyś to będzie wiedział. Kiedyś zrozumie. Przecież sam sobie to obiecał…

Autor: Ewa Damentka

Jest prawdą powszechnie znaną – 29

Jest prawdą powszechnie znaną, że samotnemu wierzbowemu kołkowi w płocie jest przykro, że został odłączony od swojego drzewa. Więc wypuszcza zielone listki, bo chce jeszcze poczuć świeżość, wzrastanie i krążenie energii wewnątrz siebie. Potem zasypia, śniąc, że jest pięknym drzewem, czuje dotyk słonecznych promieni i wdzięcznie porusza swoimi gałęziami i liśćmi, gdy tańczy razem z wiatrem.

Autor: Ewa Damentka

Jest prawdą powszechnie znaną – 21

Jest prawdą powszechnie znaną, że samotnym osobom czasami jest dobrze z ich samotnością. Niektórzy są tego świadomi i wyjeżdżają na samotne urlopy, żeby w czasie wakacji odpocząć od ludzi w pracy, od rodziny i znajomych. Odpoczywają, regenerują się i po powrocie z zapałem rzucają się w wir domowych, zawodowych i towarzyskich aktywności

Autor: Ewa Damentka

Jest prawdą powszechnie znaną – 17

Jest prawdą powszechnie znaną, że samotnemu rozmaite myśli chodzą po głowie i przybierają najróżniejsze formy. Życie w rodzinie i wśród przyjaciół pozwala weryfikować własne poglądy, poprzez porównywanie ich z poglądami innych ludzi, ale wielu samotnym wydaje się to trudne, albo wręcz niemożliwe. Więc tym bardziej zamykają się we własnym świecie, żeby chronić drobiny rzeczywistości, które wydają się im prawdziwe, nawet jeśli nikt inny ich nie zauważa lub ich nie docenia.

Autor: Ewa Damentka