Jest prawdą powszechnie znaną – 15

Jest prawdą powszechnie znaną, że samotnym ludziom przypisuje się tęsknotę za towarzystwem. Uważa się również, że nie są szczęśliwi w życiu. Tymczasem wystarczy się uważnie rozejrzeć dookoła, by zobaczyć, że samotność często bywa wyborem. Wiele osób czuje się ze sobą tak dobrze, że nie potrzebuje towarzystwa innych. Ci, którzy mają w sobie siłę wewnętrzną unikają kontaktów za wszelką cenę, robią to tylko wtedy, gdy jest to rzeczywiście konieczne. Promieniują przy tym taką siłą i charyzmą, że ludzie sami zabiegają o ich towarzystwo, a niekiedy przyjaźń.

Autor: Ewa Damentka

Było to magiczne miejsce – 35

Było to magiczne miejsce, ciche i prawie odludne. Dobrze się tu czuła. Nie pamięta, jak tu dotarła, ale teraz to jej nie niepokoi zanadto, choć zwykle lubi mieć kontrolę nad swoim życiem i wszystkimi wydarzeniami. Uznała, że później się nad tym zastanowi. Teraz rozglądała się uważnie i dziwi się sama sobie, jak rozluźnia się i łagodnieje. Gdzieś ulotnił się gniew, który towarzyszył jej w ostatnich latach. Złość widocznie powędrowała razem z nim, bo teraz kobietę wypełniał spokój, ulga, wzruszenie. Usiadła na trawie, potem położyła się. Zasnęła, pozwalając, by to miejsce nadal ją leczyło. Rano obudziła się we własnym mieszkaniu, we własnym łóżku, a na ścianie sypialni zobaczyła fototapetę obrazującą miejsce, do którego wczoraj zawędrowała. Zapatrzyła się na nie. Zamknęła oczy i cichutko szepnęła „dziękuję”, choć prawdę mówiąc nie bardo umiała wskazał adresata tych podziękowań. Wstała pełna lekkości i radosnego oczekiwania na to, co dobrego przyniesie jej dzisiejszy dzień.

Autor: Ewa Damentka

Jest prawdą powszechnie znaną – 12

Jest prawdą powszechnie znaną, że samotnemu a dojrzałemu mężczyźnie brakuje do szczęścia tylko piwa. Jakkolwiek za pojawieniem się takiego pana w towarzystwie niewiele wiadomo o jego poglądach czy samopoczuciu, to ta prawda jest tak oczywista dla okolicznych mężczyzn, że czują się zobowiązani do zaspokojenia jego pragnienia, kiedy tylko nadarzy się taka okazja.

– Droga żono – zwrócił się pewnego dnia Jan Kowalski do swojej małżonki Anny – słyszałaś, że nasza sąsiadka, pani Zofia Nowak, jutro wyjeżdża sama na miesięczny urlop?

Żona odpowiedziała, że jej nic nie wiadomo.

– Naprawdę – zapewniał mąż – Staszek Nowak wpadł przed chwilą i opowiedział mi wszystko.

Żona milczała.

– Kochanie, proszę, upiecz golonkę i ugotuj gar bigosu. Ja kupię zgrzewkę piwa. Trzeba będzie pocieszać biedaka w potrzebie.

Żona westchnęła głęboko i milczała uparcie.

Mąż kontynuował – kochanie teraz ja, wraz z innymi sąsiadami pomogę jemu. A potem oni będą mnie wspierać, kiedy ty wyjedziesz za miesiąc do sanatorium.

Żona, milcząc, pokiwała głową. Mąż uszczęśliwiony powiedział:

– Super, to ja wyskoczę po piwo.

Wyszedł z mieszkania, lekko pogwizdując.

Żona zadzwoniła do Nowakowej:

– Kochanie, miałaś rację. Mój stary wyskoczył teraz, żeby zrobić zapas piwa. Możesz przynieść już swoją golonkę i bigos. Będę im podgrzewać, w razie czego dorobię.

Nowakowa spokojnie odpowiedziała:

– Dziękuję Słoneczko, myślę, że jak nażłopią się browara, to przynajmniej spódniczki nie będą im w głowie. A jeśli będą, to żadna ich nie zachce, tak będą śmierdzieć piwem.

Anna Kowalska odpowiedziała z satysfakcją:

– No tak, przynajmniej będziemy pewne ich wierności. Ale i tak będę miała na wszystko oko.

– Jak ty wyjedziesz, to ja też będę ich pilnować.

– Miłego urlopu kochanie.

– Do zobaczenia Słoneczko, zaraz przyniosę ci ten bigos i golonkę – odpowiedziała Nowakowa.

Autor: Ewa Damentka

Było to magiczne miejsce – 33

Było to magiczne miejsce, ciche i prawie odludne. Podobało się większości osób, które się w nim znalazły. Była jednak nieliczna grupa, która nie cierpiała tego miejsca. Mierziło ich w nim wszystko. Raziły ich czyste barwy i piękne wonie. Przeszkadzała im czysta natura tego miejsca, więc wykupiły je i zamierzały zamienić w kopalnię, a jeśli to się nie uda, to przynajmniej je zabetonować. Ogrodzili je i zabronili wstępu tym, które to miejsce pokochały.

Jednak z ich planów nic nie wyszło.

W ich życiu zaczęły się dziać rozmaite wydarzenia, które odrywały ich uwagę od tego miejsca. Popadli w kłopoty finansowe i sprzedali teren znajomemu biznesmenowi, który z kolei przekazał je grupie ekologów.

Utworzono tam rezerwat przyrody i wprowadzono dzienny limit odwiedzających. Miejsce odżyło, znowu jest magiczne i robi dokładnie to, do czego zostało stworzone, opiekuje się swoimi mieszkańcami i gośćmi najlepiej jak umie.

Autor: Ewa Damentka

Jest prawdą powszechnie znaną – 7

Jest prawdą powszechnie znaną, że samotnym białym żaglom czasami brakuje towarzystwa. Płyną wtedy na swoich łódkach przez wielką wodę, żeby spotkać się z innymi białymi żaglami w portach czy na regatach. Czasami na widok ślicznej żaglówki z wrażenia różowieją, trafione strzałą Amora, ale zwykle tłumaczą się, że to nie jest zakochanie, tylko promienie zachodzącego (lub wschodzącego) słońca zabarwiły ich czystą biel. W takie tłumaczenia jednak nikt nie wierzy, zwłaszcza że często po regatach dwie łodzie wyruszają we wspólną podróż, a białe żagle przestają być wtedy samotne.

Autor: Ewa Damentka

Jest prawdą powszechnie znaną – 3

Jest prawdą powszechnie znaną, że samotnemu a bogatemu mężczyźnie brak do szczęścia tylko żony. Jakkolwiek za pojawieniem się takiego pana w sąsiedztwie niewiele wiadomo o jego poglądach czy uczuciach, owa prawda jest tak oczywista dla okolicznych rodzin, że przybysz zostaje od razu uznany za prawowitą własność tej czy innej ich córki.

Pan Darcy skrzywił się lekko na widok pierwszego akapitu książki „Duma i uprzedzenie”, którą przed chwilą odłożyła na stolik panna Elizabeth Bennet poproszona przez pokojówkę, by zajrzała do swojej niedomagającej siostry.

„To o tym myślą kobiety? To dlatego Jane Bennet zainteresowała się Bingley’em? Co za cynizm. A kimże w takim razie interesuje się Elizabeth Bennet? I kogo uważa za swoją własność jej rodzina?” – myślał Darcy z niesmakiem, który zwiększał się wraz z kartkowaniem książki, gdy przed oczyma migały mu znajome nazwiska – „To jakiś paszkwil. Jak podła musi być kobieta, która go tu przyniosła”.

Te myśli jednak nie trwały długo, bo wrodzona uczciwość Darcy’ego kazała mu przyznać, że panna Bennet nie zdążyła nawet przeczytać pierwszego zdania, gdyż zawołała ją pokojówka. Jednocześnie przypomniało mu się, że Elizabeth Bennet nie przyniosła tej książki ze sobą, tylko przed chwilą, na jego oczach, wyciągnęła ją z biblioteki Bingley’a.

Rozejrzał się dyskretnie. Nikt z towarzystwa nie zwracał na niego uwagi, więc wsunął książkę do kieszeni surduta. Przeczyta ją w swoim pokoju, a potem, przy okazji, zapyta Bingley’a, jakim sposobem wszedł w posiadanie tego podłego dzieła.

Cóż…, trzeba przyznać, że lekturę pan Darcy miał arcyciekawą, a jakie wyciągnął z niej wnioski – to już temat na inne opowiadanie…

Autor: Ewa Damentka

Było to magiczne miejsce – 29

Było to magiczne miejsce, ciche i prawie odludne. Trudno było uwierzyć, że istnieje naprawdę. W powietrzu unosiła się cudowna woń, rześka, miła, dająca nadzieję. Barwy były bardziej intensywne niż w innych znanych mi miejscach. Bardziej soczyste, a jednocześnie rozświetlone. Jakby wszystko świeciło własnym blaskiem. Czułam się tam cudownie i marzę o tym, by znowu zawitać w tym miejscu. Wiem, że sama go nie znajdę. To ono szuka ludzi, których chce u siebie gościć. Potrafi przemieszczać się w czasie i przestrzeni. Jest ulotne i jednocześnie bardzo materialne. Kiedyś zaprosiło mnie. Odwiedziłam go raz i chciałabym gościć w nim ponownie.

Autor: Ewa Damentka

Było to magiczne miejsce – 27

Było to magiczne miejsce, ciche i prawie odludne. Miałam wrażenie, że czeka właśnie na mnie. Przywoływało mnie cichutko i mówiło: „patrz, jestem tu dla ciebie, specjalnie dla ciebie”.

Zatrzymałam się, rozejrzałam i zobaczyłam maleńką chatkę ukrytą w gęstej trawie. Podeszłam ostrożnie. Chatka urosła, a jej drzwi otworzyły się szeroko, jakby zapraszały.

Weszłam do środka. Drzwi zamknęły się, a chatka zmalała i zmieniła kształt. Wyglądała teraz jak okrągła bańka, która otulała mnie. Lekko zadrżała, a ja poczułam, że gdzieś się przemieszczamy. Po chwili ruch ustał. Chatka znowu zmieniła kształt. Stała się wygodnym, dobrze wyposażonym domem.

Wyjrzałam przez okno. Początkowo nie poznałam tej okolicy. Otworzyłam drzwi i rozejrzałam się. Jednak rozpoznałam to miejsce, mimo że wyglądało inaczej. Magiczne, teraz zupełnie odludne. Miejsce, które powstało specjalnie dla mnie. Mój azyl, moje refugium, moje osobiste miejsce, gdzieś w jakimś świecie lub między światami. Miejsce, które czekało na mnie od dawna. Doceniam je i czuję się tu wspaniale.

Czasem, gdy czuję taką potrzebę przenoszę się na chwilę do świata ludzi, a potem z wielką przyjemnością wracam tutaj, do mojego miejsca, cichego, magicznego, odludnego. Mojego miejsca na mojej Ziemi.

Autor: Ewa Damentka