Tomek – 8

Tomek jechał bardzo uważnie. Spędził kilka ostatnich dni za kierownicą, teraz zbliżał się do celu swojej podróży. Wypatrywał znaków i wskazówek, jakie pozostawił jego poprzednik. W pewnej chwili zobaczył jego samego.

Bartek stał na poboczu drogi i machał rękami. Zdziwiony Tomek podjechał i otworzył drzwi. Bartek wsiadł do samochodu i powiedział:

– Zawracaj, po drodze wszystko ci opowiem.

– Jeszcze nie dojechaliśmy do celu – zaprotestował Tomek.

– Cel już nie jest aktualny. Teraz musimy udawać, że nigdy się nim nie interesowaliśmy. Skręć w tę boczną drogę, do wsi, będziemy udawać, że szukamy kuzynów naszej zmarłej babci.

Tomek wypełnił to polecenie i po chwili zdziwiony w lusterku wstecznym zobaczył, że drogą, którą przed chwila jechali, jedzie kolumna opancerzonych pojazdów.

– Bartek, gdybyś mnie nie zawrócił, to…

– To wjechałbyś prosto w nich, a oni zainteresowaliby się, co robisz na ich terenie…

– Ale…

– Masz rację, to nie był ich teren, kiedy zainteresowaliśmy się sprawą. Teraz ogrodzili kilkanaście hektarów, a w samym środku….

Milczeli chwilę. Tomek zapytał:

– Po co mamy szukać kuzynów?

– Dla niepoznaki. Ci z tych opancerzonych pojazdów na pewno sprawdzą, co tu robiliśmy. Jeśli po prostu miniemy wieś, to pewnie skontaktują się z nami, żeby sprawdzić, co wiemy o ukrytym skarbie. A jeśli będziemy pytać o babuleńkę, a nawet zostaniemy tu parę dni, to dadzą nam spokój.

Przerwał i z niepokojem patrzył na szarobiałą twarz Tomka.

– Co ci jest?

– Nie musimy pytać – wyjąkał Tomek – babcia tu jest i macha do nas. A ja…. Byłem na jej pogrzebie!

Bartek popatrzył na Tomka ze współczuciem. Spojrzał na drogę i znieruchomiał. Babcia rzeczywiście na niej stała.

Tomek podjechał ostrożnie i stanął obok babci.

– Kochani wreszcie po mnie przyjechaliście! Jak domyśliliście się, że tu jestem?

– Przecież umarłaś.

– Nie umarłam, tylko musiałam uciekać. Tutaj znalazłam schronienie.

– A przynajmniej tak mi się wydawało – dodała, gdy zobaczyła sznur opancerzonych pojazdów jadących do wsi.

– Macie jaką bibułę? – rzeczowo zapytała babcia

– Że co? – wybąkał Radek

– Dokumenty, teksty, dyskietki, pendrive’y, twarde dyski…

– Czego ta bibuła ma dotyczyć?

– Geografii i historii tego regionu.

– Chyba nieee…..- wybąkał Tomek.

Tymczasem pierwszy pojazd opancerzony zrównał się z nimi. Wysiadł z niego żołnierz z mundurze i podszedł do ich samochodu.

– Pani Kowalska, widzę, że wnuki już po panią przyjechały.

– Tak, panie poruczniku.

– To proszę spakować swoje rzeczy i wyjechać.

– Tu się urodziłam panie poruczniku.

– Przykro mi, teraz tu będzie poligon.

Wojskowy popatrzył na Tomka i Bartka i uśmiechnięty powiedział:

– Macie szczęście, że przyjechaliście po babcię. Inaczej musielibyśmy wsadzić was za szpiegostwo… Pomóżcie jej zebrać rzeczy.

– Obydwaj – dodał surowo, gdy tylko Bartek wysiadł, a Tomek wygodnie rozsiadł się za kierownicą.

– Kluczyki niech zostaną w stacyjce – pouczył Tomka.

Babcia, Tomek i Bartek weszli do domu dziadków. Obaj poczuli zapach dzieciństwa i rozluźnili się. Babcia popatrzyła z troską i i ostrzegła:

– Nie jest bezpiecznie.

Po czym dodała – czy w bagażniku macie jakieś ważne rzeczy? Dokumenty? Komputery?

– Tak – odpowiedział Tomek – mam laptopa i różne takie…

– Jak wrócimy z moimi bagażami, to wyjmiesz je z bagażnika, pod pozorem zrobienia miejsca na moje rzeczy i położysz na siedzeniu pasażera. Wszystko, co niezbędne musi być poza bagażnikiem.

Zrobili, jak mówiła babcia. Wojskowy cierpliwie czekał, aż upakują wszystkie bagaże, potem gestem dłoni kazał im ruszać w drogę.

Jechali w milczeniu, tak jak kazała babcia. Gdy przejeżdżali przez gęsty las, powiedziała głośno, że potrzebuje postoju, żeby wyjść za potrzebą.

Gestykulując pokazała, żeby zabrali ze sobą ważne rzeczy. Poszli w głąb lasu i schowali je w jamie pod krzakiem. Kiedy wrócili do samochodu, zastali przy nim kilku opryszków.

– O babcia Zosia z wnukami – kpiąco powiedział jeden z nich. Coś długo się wam zeszło za potrzebą.

– Chcieliśmy sprawdzić przy okazji, czy już są grzyby – spokojnie odpowiedziała babcia i zwróciła się do wnuków słowami:

– Wsiadajcie, czas nam w drogę.

Oprychom powiedziała:

– Dziękuję za przypilnowanie samochodu. Do widzenia.

– Nigdzie nie pojedziecie – odparł główny oprych i wrzasnął na swoich ludzi – wsiadać szybko.

Władczym gestem wyciągnął dłoń do Tomka, a ten, nie wiedząc czemu, położył na niej kluczyki do samochodu.

Mężczyźni odepchnęli od samochodu babcię Zosię oraz jej wnuki i pojechali.

– Głupcy – szepnęła babcia, usiadła na poboczu i zaczęła płakać.

– Co się stało?

– Są w niebezpieczeństwie. Po wyjeździe z lasu chciałam uciec z tego samochodu i wrócić po nasze rzeczy.

– Babciu, to tu się dzieje? – spytał zdezorientowany Tomek.

– Coś groźnego – odpowiedział posępny Bartek.

– Chodźmy do lasu – zarządziła babcia.

Posłuchali jej. Kiedy byli już byli przy swoich rzeczach babcia kazała im położyć się na ziemi. Posłusznie położyli się, otworzyli usta i rękoma zakryli uszy, tak jak im kazała. Wkrótce potężny wybuch wstrząsnął lasem. Huk był ogromny, a ziemia się zatrzęsła.

– Co to było? – zapytał Bartek.

Babcia płacząc odpowiedziała:

– To chyba samochód Tomka. Wydaje mi się, że ten porucznik podłożył nam pluskwę, żeby nas lokalizować oraz bombę, którą teraz zdalnie zdetonował. Poczekali, aż samochód wyjedzie z lasu i go właśnie wysadzili.

– Wojsko? Nasze wojsko? – z niedowierzaniem zapytał Tomek.

– To nie jest nasze wojsko. Ci bandyci tylko tak wyglądają. Przebrali się w nasze mundury i udają wojskowych – chlipiała babcia.

Obydwaj patrzyli na nią w milczeniu. Byli zszokowani. Tomek pomyślał, że dziś już nic nie jest w stanie go zaskoczyć. Jednak już po chwili przekonał się, jak bardzo się mylił…

Autor: Ewa Damentka